Podsumowanie trzeciego tygodnia

iWorks

Pakiet „biurowy” na iPada mam już przetestowany. Pisałem dokumenty, tworzyłem arkusze kalkulacyjne i prezentacje.

Najlepiej i najmilej pracuje mi się z Keynote, aplikacją do tworzenia prezentacji. Powiedziałbym nawet, a nie zrobiłbym tego z pewnością dwa tygodnie temu, że w Keynote pracuje się lepiej niż na laptopie w Power Poincie. Prezentacje bazujące na istniejących szablonach PPT edytuje się szybko i sprawnie. Aplikacja jest bardzo intuicyjna. Cały pakiet iWorks importuje z i eksportuje do formatów Office. Pliki trzymają formatowanie.

I mam tylko czepialskie uwagi, z uwagi na to, że w teście zawsze trzeba pomarudzić. Globalną uwagą do całego pakietu jest to, że uciążliwie zarządza się tu stworzonymi plikami. Edytuję pliki i z poziomu edycji nie mogę ich wysłać np. mailem. Trzeba wychodzić piętro wyżej i dopiero tam możliwe jest zarządzanie nimi. Przy większej liczbie plików, a trochę już mi ich się zebrało, robi się spory bałagan. Oczywiście przez to, że wszystkie gromadzone są w tym samym widoku. No i jeszcze jeden frustrujący szczegół. Usuniętych plików nie mogę odzyskać, co zmusza do rozwagi.

Flash

Prowadząc bloga dużo się uczę dzięki uczynnym osobom. :) I tak, dowiedziałem się, że możliwe jest wyświetlanie flasha na tablecie – co przez ostatni tydzień wydawało mi się dużą wadą iPada. Da się to zrobić wykorzystując przeglądarkę Puffin. Aktualnie w App Store, z okazji Olimpiady, znajduje się jej darmowa wersja. Polecam przetestować! Co prawda, muszę ściągnąć kolejną aplikację do zrobienia czegoś co mam na laptopie z „definicji”, ale już do tego przywykłem. Dla mobilności trzeba się poświęcać. ;-) Bardzo podoba mi się Puffin. Nie tylko dla tego, że pozwala na wyświetlanie flasha, co w mojej pracy jest dużym plusem – bo widzę nasze kreacje bannerowe i mogę spokojnie rzucić okiem na to co, robi konkurencja. Całkiem sprawnie za jej pomocą przegląda się www. Zrobiłem test i wpadł dobrze w porównaniu z innymi przeglądarkami.

Przeglądarki

A propos, największym rozczarowaniem tygodnia było to, że nie da się zmienić domyślnej przeglądarki systemowej. Więc nawet jak ktoś pokocha np. Puffina albo inną przeglądarkę i tak np. linki z e-maili będą mu się odpalały w Safari. Na dłuższą metę to trochę schizofreniczne. Koniec końców zostaję przy Safari, a to, co będę chciał zobaczyć we fleszu, zobaczę w Puffinie.

Wadą testowanych przeze mnie przeglądarek (każdej!) jest skromność ich funkcjonalności. Ograniczone są one do sprawnego przeglądania www, ale gdy chce się zrobić coś więcej, pojawia się problem. Poza tym nie da się rozbudować przeglądarki o przydatne pluginy. Na laptopie używałem ich sporo – znacząco ułatwiały pracę. No i największy minus, ale to już „systemowy” jest taki, że nie można wgrać plików czy obrazków przez przeglądarkę na serwer. To niestety wpływa na komfort pracy i tłumaczy, dlaczego tak wiele jest aplikacji z dostępem do konkretnych serwisów czy usług. Mojego bloga muszę aktualizować przez aplikację, ponieważ  przez interfejs www nie da się w nim zamieścić zdjęcia. Gdyby przeglądarki umożliwiały wgrywanie plików, takie aplikacje nie miałby racji bytu, bo każda z nich jest uboższa niż alternatywny interfejs www.

Drukowanie

Coś o czym nie pomyślałem dwa tygodnie temu. Drukowanie z iPada okazało się proste. Trzeba tylko mieć drukarkę z WiFi i funkcją, którą Apple nazywa AirPrint. Wykaz drukarek umożliwiających wydruk z iPada można sprawdzić na stronie: http://support.apple.com/kb/ht4356. Znajduje się tu ich całkiem sporo. Bez trudu można zaleźć firmowy kombajn, jak i domową atramentówkę.

Rzutnik

Z podpięciem tabletu pod rzutnik nie miałem problemów. Oczywiście pod warunkiem, że ma się specjalny kabel za jedyne… 129 PLN. Jak za 10 cm kabla jest to dość wysoka cena. Ale kiedy już przeboleje się ten wydatek, wszystko działa bez zarzutu. Miło jest patrzeć jak na ścianie widać efekty sterowania palcami z tabletu. Przydaje się również kabel z wyjściem HDMI, żeby podpiąć się pod coraz częściej występujące w salach konferencyjnych monitory. To kolejny, dodatkowy wydatek.

Podsumowanie

Po trzech tygodniach pracy na tablecie czuję, że już „jest mój” i dostosowałem go do swoich potrzeb. Nie mam już takiej silnej potrzeby powrotu do laptopa, jaka towarzyszyła mi w pierwszym tygodniu. Jestem nawet skłonny przyznać, że tuningowanie tabletu w nowe aplikacje zaczyna sprawiać mi przyjemność.

Komentarze

Pokaż regulamin komentowania

  1. Odpowiedzialność za treści komentarzy zamieszczanych na blogu ponosi wyłącznie użytkownik będący autorem komentarza.
  2. Komentujemy za pomocą wtyczki do komentarzy z Facebooka.
  3. Przez administrację bloga będą usuwane komentarze:
    1. zawierające wulgaryzmy, obrażające inne osoby lub firmy
    2. zawierające linki reklamowe lub same będące reklamą.
  4. Dziękujemy za komentarze odnośnie ewentualnych błędów gramatycznych lub ortograficznych – po ich korekcji, takie komentarze będą usunięte.
  5. I jak zwykle, regulamin może ulec zmianie.